
Zanurzenie się w hipnotycznym techno należy do bardzo przyjemnych doświadczeń – ten niespieszny, psychodeliczny i wyrafinowany gatunek można postrzegać zarówno jako medytację w ruchu, jak i głęboką podróż (i jednocześnie zachować całe doświadczenie clubbingu). Jest jeszcze jeden kluczowy element tego brzmienia, o którym opowiada nam Mary Yuzovskaya – berlińska DJ-ka, producentka i właścicielka wytwórni Monday Off. Liczy się opowiadanie historii, a także potrzeba eksploracji, które czynią hipnotyczne sety tak wyjątkowymi.
Mary właśnie wydała swoją najnowszą EP-kę, BIN008 – jest to jej debiut w BINÄR, wytwórni należącej do Pareki – ale postanowiliśmy zapytać ją również o wiele innych spraw dotyczących jej działalności artystycznej. Przeczytajcie, co mówi o swoim secie w Berghain podczas majowego Klubnacht, dlaczego uważa DJ-owanie za ćwiczenie umysłowe, jak rezydentura w PAX-ROMANA wpływa na jej życie i do jakiego brzmienia na wielką słabość.
Agata Omelańska: Witaj, Mary, bardzo miło mi Cię poznać! Wiem, że jesteś bardzo zajętą artystką – podróżujesz, występujesz na całym świecie, zarządzasz wytwórnią, a jednocześnie znalazłaś czas na wywiad. Jestem bardzo wdzięczna, i jako że mamy tyle tematów do omówienia, to… zaczynajmy!
Pierwsze pytanie będzie dotyczyło bardzo ekscytującego momentu w Twojej karierze, czyli najnowszej EP-ki. Uważam, że zdecydowanie zasługuje na to, by zostać dostrzeżoną i docenioną! Jestem pod wrażeniem spójności jej koncepcji, bardzo dobrze wybranych utworów oraz tego, jak jej taneczno-hipnotyczny rytm wprowadza w głęboką i fascynującą podróż wewnątrz. Co stanowiło pierwszą ideę dla powstania “BIN008”?
Mary Yuzovskaya: Dziękuję za miłe słowa! Kiedy Andre (Pareka) skontaktował się ze mną z propozycją wydania płyty w BINÄR, dał mi dużą swobodę twórczą, nie narzucając żadnych konkretnych wytycznych. Poprosił jednak o stworzenie EP-ki, w której każdy utwór ma być odtwarzany w innym momencie setu DJ-skiego – tak, by utwór A1 otwierał występ, a B2 go zamykał. To podejście bardzo do mnie przemawia, ponieważ sama lubię, gdy EP-kę można również traktować jako album. Pamiętam o tym również podczas selekcjonowania wydawnictw Monday Off.
Ta EP-ka to Twój debiut w BINÄR. Co dla Ciebie znaczy to wydawnictwo właśnie w tym miejscu i jak wyglądał proces prac nad materiałem?
Andre to mój ulubiony artysta zajmujący się oświetleniem. Granie setów, gdy Andre odpowiada za oświetlenie, to zawsze wielka przyjemność, więc fajnie było znów stworzyć coś razem, tyle że tym razem w innej formie.
Oprócz muzyki zaintrygowało mnie również nazewnictwo poszczególnych utworów – i wydaje mi się, że nie jest ono przypadkowe. Do czego odnoszą się tytułowe Rationalisation, Denial, Overgeneralisation i Justification? Jakie emocje, przeżycia lub refleksje chciałaś przekazać odbiorcom za pomocą tej EP-ki?
Początkowo płyta miała konkretny tytuł, który łączył wszystkie nazwy utworów. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że wydawnictwa BINÄR noszą nazwy odpowiadające ich numerom katalogowym (moje to BIN008). Z kolei Andre nie zdawał sobie sprawy, że nazwa, którą nadałem tej EP-ce, ma znaczenie koncepcyjne, więc pierwotny tytuł zaginął w trakcie produkcji.
O tym nieporozumieniu dowiedzieliśmy się dopiero po wydrukowaniu okładki, więc było już za późno, żeby zmienić tytuł EP-ki albo nazwy utworów. Dlatego idea językowa stojąca za tą płytą pozostanie teraz sekretem. Może ujawnię ją w moim następnym projekcie, więc na razie nie mogę powiedzieć, jak brzmiał ten tytuł.
Najlepsze (i, dla kontrastu, najtrudniejsze) w nagrywaniu dla zupełnie nowej wytwórni jest…
Nie powiedziałabym, że praca z kimś po raz pierwszy różni się znacząco od ponownej współpracy – o ile panuje zaufanie, komunikacja jest jasna, a obie strony są zaangażowane, wszystko układa się jak należy.
… a jak wygląda sytuacja, kiedy to Ty jesteś odpowiedzialna za wydawanie muzyki innych artystów? Mowa, oczywiście, o wytwórni Monday Off – czyli kolejnej odsłonie Twojej artystycznej działalności. Co pomaga, a co stanowi wyzwanie w codziennej pracy? I czy masz jedną, osobistą i najważniejszą zasadę, która jest nienegocjowalna?
Uważam, że dla wytwórni kluczowe znaczenie ma jasne i szczere przedstawienie artyście swojej wizji, wartości, zasad, itp.
Jeśli artysta jest w pełni świadomy tego, w co się angażuje, nie powinno być żadnych problemów w dalszej współpracy, zakładając oczywiście, że podejście wytwórni odpowiada również jemu. W ten sposób eliminuje się wszelkie nieprzyjemne niespodzianki dla wszystkich zainteresowanych.
Kiedy kontaktuję się z artystą z zaproszeniem, zawsze jasno zaznaczam, że Monday Off wydaje wyłącznie na winylu i nie będzie żadnej wersji cyfrowej. Kolejna niepodważalna zasada – mastering zawsze wykonuje Gio Conti z Artefacts Mastering. Bez wyjątków. Za oprawę graficzną odpowiada Lisa Shutova – jest tak samo artystką na tej płycie, jak producent. Słucha muzyki i tworzy rysunki inspirowane nią, więc ani ja, ani artysta nie mamy wpływu na jej pracę.
Informuję też artystę o tym, kto będzie odpowiadał za dystrybucję, ile egzemplarzy wydam i jaki jest termin realizacji. Wolę, żeby terminy były ustalone jak najdokładniej, ale to też jest coś, co można dostosować w poszczególnych przypadkach, w zależności od harmonogramów wszystkich stron. Jeśli wszystko to odpowiada artyście, zgadza się. Ale całkowicie rozumiem, jeśli czyjeś cele różnią się od moich i jeśli następuje odmowa. To wszystko jest częścią procesu!
Dla mnie osobiście największym wyzwaniem w prowadzeniu wytwórni jest dotrzymanie wszystkich terminów. Opóźnienia zdarzają się na każdym etapie i wciąż bardzo mi to leży na sercu.

Monday Off słynie z wydawnictw EP-ek i kompilacji. Wśród nich znajdziemy m.in. Twoje produkcje oraz muzykę artystów takich jak: ORBE, D-Leria, Mathys Lenne, Ruhig oraz polskich producentów: Michała Wolskiego, Błażeja Malinowskiego i Mileny Głowackiej. Jaka jest pierwsza i najważniejsza rzecz, na którą zwracasz uwagę w materiale, którego słuchasz – i dlaczego?
Albo utwór mi się podoba, albo nie. Celowo staram się nie narzucać sobie żadnych zasad selekcji i po prostu kieruję się instynktem, ale po dziewięciu latach prowadzenia wytwórni wydaje mi się, że dostrzegam przynajmniej jeden podświadomy schemat:
Mam wyraźną słabość do utworów subtelnych; takich, które skrywają jakąś tajemnicę.
Nieodłączną częścią Monday Off są przepiękne, inspirowane oceaniczną fauną i florą okładki, za którymi stoi artystka Liza Shutova. Osobiście uważam, że wybór podwodnego życia na identyfikację wizualną Twojej wytwórni to strzał w dziesiątkę – pod wodą inaczej odbiera się dźwięki, ruch rządzi się innymi prawami, a czas również zdaje się biec innym tempem. To trochę jak w hipnotycznym techno, prawda?
Chociaż często sięgamy po motywy z fauny i flory oceanicznej, bo są po prostu zbyt piękne, by je pominąć, tematyka naszych grafik wykracza poza świat podwodny. Ogólnym tematem są żywe organizmy. Mamy kaktusa (MOFF001), ptaka (MOFF005), muchołówkę (MOFF007), drzewo wiśniowe (MOFF008 – a jeśli przyjrzycie się bliżej, zobaczycie, że kwiat wiśni to w rzeczywistości komórki nerwowe), grzyb wrośniak różnobarwny (MOFF011), rośliny polne (MOFF012 i MOFF016), a także aloes (MOFF013) i płatek śniegu (MOFF018). Logo wytwórni to komar.
Podążamy w różnych kierunkach, o ile wzory są przyjemne dla oka.
Kiedy wytwórnia była w trakcie tworzenia, a Lisa i ja zastanawiałyśmy się nad wizualną stroną projektu, rozważałyśmy wybór między fotografią a grafiką. Wybrałyśmy to drugie, ponieważ – w przeciwieństwie do zdjęć – grafika daje Lisie większą swobodę szaleństwa (na przykład ptak na MOFF005 nie jest prawdziwym ptakiem – połączyliśmy trzy różne ptaki w jednego).
Nieprzypadkowo zadałam to pytanie, bowiem słuchając Twoich setów, tej stylowej hipnozie poddaję się bez oporu. Jest to bardzo przyjemne uczucie: nie opuszczam parkietu, nie rozpraszam się i nie tracę kontaktu ani ze swoim wnętrzem, ani z resztą świata. W jaki sposób rozwijałaś swój zmysł do selekcji? I dlaczego wybrałaś winyle jako swoją formę gry i ekspresji?
Dziękuję za opinię, miło mi to słyszeć. Zawsze uważałam, że układ setu jest może nawet ważniejszy niż sam gust muzyczny, więc od początku mojej kariery DJ-skiej przykładałam do tego dużą wagę. Nie lubię planować setów ani ich fragmentów z wyprzedzeniem, bo to sprawia, że staję się sztywna i pozbawia mnie to szansy na szczęśliwe zbiegi okoliczności. Ale kiedy stoję za deckami, dużo planuję. Z wyprzedzeniem myślę o kolejnych utworach w secie, burza mózgów trwa na bieżąco; rozważam różne kierunki, w których mogę podążać. Akustyka pomieszczenia i ruchy taneczne odbiorców pomagają mi w podejmowaniu decyzji.
DJ-ka to dla mnie z pewnością ćwiczenie umysłowe i chociaż zawsze wiem mniej więcej, dokąd zmierzam, ścieżki mogą być różne i lubię je odkrywać podczas gry.
Nie wybrałam winyli celowo – kiedy zaczynałam, w klubach były tylko gramofony; nikt nie grał na CDJ-ach, bo po prostu ich nie było. Myślę, że pierwszy raz zobaczyłam je na żywo dopiero po około trzech latach mojej kariery. Grałam na płytach, jak wszyscy inni. Kiedy technologie cyfrowe zaczęły dominować, wypróbowałam playery, ale nie spodobało mi się one i pozostałam przy winylach.
Twój charakterystyczny, bardzo wyrafinowany styl stał się rozpoznawalną marką. Podróżujesz po całym świecie, odwiedzasz kluby takie, jak Radion, Tresor, Basement, Razzmatazz, Tillatec, ://about blank czy Berghain. Pojawiłaś się również w miejscach takich, jak The Lot czy Mudd Show. Jak odnajdujesz się w różnych miastach, strefach czasowych czy kulturach? I jak w tym szalonym rytmie udaje Ci się zachować spokój i zadbać o siebie?
Różnice między kulturami i miastami nigdy nie stanowiły dla mnie wyzwania ani nie wprawiały mnie w zakłopotanie. W końcu jestem tu tylko na krótką chwilę – a wszyscy jesteśmy tu po to, by tańczyć, więc wszystko wydaje się jasne. Jeśli chodzi o dbanie o siebie – sen stawiam naprawdę ponad wszystko. Zdecydowanie przed imprezami, afterami czy zwiedzaniem. Śpię w samolocie, w pociągu, w hotelu przed wejściem na scenę.
Aktywnie ograniczam czas spędzany w mediach społecznościowych. Im mniej Instagrama – tym lepiej dla mojego zdrowia psychicznego.
A jak już przy Berghain jesteśmy: początkiem maja w czasie splotą się ze sobą dwa bardzo bliskie wydarzenia. 8-go wydajesz “BIN008”, 9-go grasz w berlińskiej Świątyni podczas najbliższego Klubnachtu. W skali od 1 do 10, na jakim miejscu umieściłabyś poziom emocji – chyba, że jest ich aż tyle, że skala nie będzie potrzebna – wiedząc, że występujesz wraz z Planetary Assault Systems, Efdeminem, Paulą Koski, Amotikiem, Beatrice, Marcalem i Altinbasem?
W tej chwili, na niecałe dwa tygodnie przed występem, jestem tak pochłonięta przygotowaniami, że nie czuję już tego podekscytowania – staram się po prostu nie denerwować zbytnio i nie stracić rozumu w labiryncie mojej kolekcji płyt.
Z Berlina przenosimy się do Amsterdamu i Twojej rezydentury w PAX-ROMANA. Czym dla Ciebie jest współpraca z właśnie tym promotorem, jak się ona zaczęła i co ten cykl imprez wniósł w Twoje życie?
Kocham Amsterdam tak bardzo, że aż serce mi pęka. Jestem niezmiernie wdzięczna, że mogę tam pełnić rolę rezydentki. Zadebiutowałam w Amsterdamie w 2022 roku podczas jednej z imprez PAX i to doświadczenie absolutnie mnie zachwyciło. Rok później zaproszono mnie ponownie do występu na PAX i kiedy przygotowywałam się do setu, pomyślałam:
„Jeśli jest w Europie impreza, na której chciałbym być rezydentką, to z pewnością jest to PAX ROMANA”.
Ta myśl szybko mi umknęła, jak to często bywa w trasie, jednak po zakończeniu występu podszedł do mnie Justin i powiedział, że pracują obecnie nad pomysłem wprowadzenia Friends Of PAX – międzynarodowych rezydentów – i zapytał, czy byłabym zainteresowana dołączeniem do nich. Nie mogłam uwierzyć w ten zbieg okoliczności, że oboje mieliśmy tę samą myśl w tym samym czasie. Nie zdarza się to zbyt często, więc naprawdę cenię sobie tę więź.
Ten projekt pozwala mi odwiedzać moje ulubione miasto, spotykać się z przyjaciółmi, nawiązywać nowe znajomości, wyrażać się twórczo tak, jak mi się podoba, i po prostu przeżywać najlepsze chwile mojego życia w jednym z najlepszych miast na świecie.
A kiedy po występach, podróżach i spotkaniach wracasz do domu, o czym marzysz? Zarówno jako artystka, kobieta, ale i jako człowiek?
Marzę o tym, by stworzyć swój własny świat w taki sposób, bym mogła być odrobinę bardziej oderwana od rzeczywistości, niż obecnie.
To pytanie – zarazem proste i złożone – zostawiłam na sam koniec jako esencję. Dlaczego tworzysz muzykę?
By poszerzyć swoje horyzonty.
Bardzo dziękuję za rozmowę, Mary! Podzieliłaś się z nami tak wieloma inspiracjami i serdecznie życzę Ci, by wszystkie Twoje marzenia i pomysły stały się rzeczywistością. Czekamy również na Twoje występy w Polsce, już tego lata!

