Version 2.5.2. Everything for U.

HomeArtyściAETHA: W miejskiej dżungli mam sporo do zrobienia

AETHA: W miejskiej dżungli mam sporo do zrobienia

fot. Joanna Basicz

Jej obecność w branży klubowej ma wiele obliczy – a we wszystkim, czego dotknie, czuć jej pasję, zaangażowanie i dbałość o szczegóły. AETHA występuje jako DJ-ka, jest managerką klubu NOCE oraz edukuje i prowadzi kursy w ramach Instytutu Dźwięku. Na co dzień związana z Krakowem i Lublinem, mocno angażuje się na rzecz lokalnych społeczności klubowych w tych miastach, a jednocześnie realizuje swoje muzyczne pasje za granicą. 

I choć bardzo dużo daje od siebie, a muzyka elektroniczna wypełnia niemal każdą jej chwilę, wszystko to wraca do niej z dodającą skrzydeł siłą. A już 20 września, podczas Instytut 25 Years, spełni swoje marzenie o b2b ze Stephanie Sykes – z tej okazji postanowiliśmy zadać jej kilka pytań i sięgnąć do instytutowych wspomnień. 

Agata Omelańska: Witaj, AETHA! To przyjemność gościć Cię w Underton, i to z naprawdę wyjątkowej okazji, jaką jest 25-lecie Instytutu. Zacznijmy od podróży w przeszłość… Jakie jest Twoje najlepsze, najbardziej wyjątkowe wspomnienie związane z Instytutem? Kiedy pojawiłaś się na tym wydarzeniu po raz pierwszy?

AETHA: Hej! Po pierwsze: bardzo dziękuję za zaproszenie do rozmowy, bardzo mi miło! Odpowiadając na Twoje pytanie – Instytutowi zawdzięczam wiele pięknych wspomnień i nie raz ugięły mi się nogi z emocji, które Instytut mi zaserwował. 

Jedno z pierwszych wspomnień, które przyszło mi na myśl, to telefon od Anji Kraft, która w tamtym czasie współpracowała z Instytutem, z propozycją występu na Instytut Festival w 2019 roku w Modlinie. Wystąpiłam wtedy na Rave Stage w formule b2b z rraph’em i był to dla mnie pierwszy tak duży festiwal techno, na którym zagrałam. Doskonale pamiętam energię, która wypełniała namiot tamtej nocy. Do dziś, jak o tym myślę, mam ciary i chętnie wracam tam myślami. Kolejnym mega mocnym przeżyciem był występ na platformie Instytutu podczas Rave The Planet w Berlinie.

Czołowi artyści, niecodzienna lokalizacja, doskonała przestrzeń dla muzyki, jaką jest techno – te elementy stworzyły Instytut i ćwierć wieku temu wniosły na polską scenę naprawdę światowy poziom. Co Ty dodałabyś do tej listy?

Przede wszystkim niesłabnącą pasję, energię i chęć do działania, które powinna być przykładem dla kolejnych pokoleń. 

Od kilku lat również i Ty masz swój cenny wkład w Instytut – nie tylko regularnie występujesz na eventach sygnowanych tą marką, ale i prowadzisz warsztaty DJ-skie w ramach szkoły Instytut Dźwięku. W jaki sposób Twoja muzyczno-nauczycielska droga związała się właśnie z tym miejscem? 
Z Instytutem działamy na kilku kreatywnych polach. W zależności od mojej dostępności czasowej staram się pomagać przy projektach związanych z tą marką, a regularnie – od ponad 3 lat – prowadzę zajęcia w ramach szkoły Instytutu Dźwięku.

Już wcześniej organizowałam spotkania warsztatowe w zakresie DJ-ingu, produkcji, grania live actów. Były także wykłady na temat muzyki elektronicznej czy nawet warsztaty z robienia własnych elektro-zabawek. Starałam się wyszukiwać rzeczy, które mnie samą interesowały, a potem zrzeszałam podobnych zajawkowiczów, by wspólnie uczyć się czegoś nowego od ludzi, którzy posiadają większą wiedzę.

Obserwowałam zawsze potrzeby pasjonatów i starałam się wypełniać luki własnymi pomysłami lub dawać ludziom przestrzeń do realizowania swoich. 

Po jakimś czasie sama prowadziłam spotkania czy prelekcje DJ-skie. Co śmieszne, miałam w planach założenie swojej szkoły DJ-skiej, zaprosiłam do rozmów Piotra Figla, który – pamiętam jak dziś – powiedział: „Albo zrobimy to porządnie, albo nie robimy tego wcale”. No i finalnie… nie zrobiliśmy nic (śmiech). 

Gdy Karol Murawski (Manoid) szukał odpowiedniej osoby do prowadzenia zajęć w Krakowie, zrobił research i padło – w dość zabawny sposób – na mnie. Mija już parę lat, jak ze sobą współpracujemy; prowadzę zajęcia w dwóch miastach (w Krakowie i w moim rodzinnym mieście, Lublinie). Stało się to dla mnie nie tylko kolejną, etatową pracą, ale ogromną pasją. 

Kocham swoje “dzieciaki”, uwielbiam patrzeć na ich rozwój, czuję dumę i wzruszenie za każdym razem, gdy widzę ich debiuty czy gdy osiągają kolejne (mniejsze lub większe) sukcesy. Nie tylko ja uczę ich czegoś, ale oni mnie także – przede wszystkim cierpliwości, spokoju i jeszcze większej empatii.

Przeskakując już do współczesności: podczas Instytut 25 Years zagrasz b2b z samą Stephanie Sykes. Serdecznie Ci gratuluję i nie mogę o to nie spytać – jak spełnia się takie marzenia? Jak czujesz się przed tym występem i czego możemy się po nim spodziewać? 

Po pierwsze: Dziękuję! Mega się jaram na nasz duet i skłamałabym, gdybym powiedziała, że podchodzę do niego totalnie na luzie! Choć ze Stephanie znamy się od paru dobrych lat, utrzymujemy ze sobą kontakt, mamy niepodrabialne poczucie humoru i bardzo podobny gust muzyczny, to jednak jest DJ-ką, która niewątpliwie wpłynęła na mój gust i rozwój muzyczny. Przez wiele lat powtarzałam, że Stephanie Sykes jest moim numerem 1, jeśli chodzi o partnera do B2B.

Ustaliłyśmy, że podczas występu dajemy się ponieść flow i znając – od lat swój gust muzyczny – zaufamy naszej intuicji. Gdy pierwszy raz usłyszałam Stephanie w Corsica Studios w Londynie zagrała magiczny, hipnotyczny, klasyczny set techno, który odmienił moje dotychczasowe spojrzenie na poziomy przestrzeni w miksie. I właśnie ten vibe postaramy się przenieść w mury Hali Najwyższych Napięć!

fot. Joanna Basicz

Zostawmy na chwilę Instytut i wielkie sceny, a zajrzyjmy do codzienności. Jesteś managerką i bookerką klubu NOCE – nowego, przepięknego miejsca na krakowskim Kazimierzu – które cieszy się coraz większą popularnością wśród fanów muzyki elektronicznej w tym mieście. Jaka historia stoi za tym miejscem i co chcesz dać ludziom, którzy wybierają właśnie NOCE na swoje imprezowe miejsce?

NOCE to moje małe oczko w głowie, któremu od prawie dwóch lat poświęcam cały swój czas i energię. NOCE mieszczą się w historycznym dla krakowskiego clubbingu miejscu – na ulicy Dajwór, w sercu Kazimierza – a parę lat temu w tym samym obiekcie znajdowały się kluby takie, jak Caryca, Kitsch czy Kawiarnia Naukowa. To właśnie w miejscu Kawiarni później powstały NOCE. Przed moim przyjściem koncepcja lokalu zmieniała się notorycznie, szczerze mówiąc – idąc na rozmowę o pracę, nigdy wcześniej nie byłam w tym miejscu i nie wiedziałam nawet, czego się spodziewać.

Po przekroczeniu progu lokalu od razu poczułam to, czego od lat brakowało mi w krakowskim clubbingu – i nawet nie chodzi mi o rzeczy materialne, ale przede wszystkim o dobrą, czystą i nową energię.

Od razu wiedziałam, że sporo będzie do zrobienia, zaczynając od zbudowania community, zebrania ekipy barowej, przez wymyślenie konceptu, opracowanie PR-u, komunikacji czy identyfikacji wizualnej. Właściwie z dnia na dzień wszystko zostało złożone w moje ręce i tak jest do dzisiaj. 

Pierwszy rok to był totalny hardcore, jednak z tygodnia na tydzień, z imprezy na imprezę – ludzie zaczęli do nas wracać, a parkiet się zapełniał coraz gęściej; w tym momencie nasz kalendarz imprez promotorskich wypełnia się na grube miesiące w przód, mamy zgrane community, kilkunastu DJ-ów-rezydentów i coraz częściej nie możemy wygonić ludzi nawet jak zapalają się techniczne światła (śmiech)!

Z Twojej perspektywy, jak naprawdę wygląda praca nad zbudowaniem solidnej marki klubu z muzyką elektroniczną i co dla Ciebie jest najważniejszym elementem NOCY? 


Budując to miejsce chciałam, by było bezpieczną przestrzenią dla wszystkich osób, kochających muzykę elektroniczną. I choć króluje tu techno, bardzo mocno pilnuję tego, by zarówno drum’n’bass, house, tech house czy hard techno cyklicznie pojawiały się w naszym kalendarzu. 

Nie chcę zamykać NOCY dla jednego gatunku czy promować tych samych nazwisk. Chcę, by każdy (niezależnie od tego czy ma 20 czy 40 lat) czuł się tam jak u siebie, a także jeśli ma taką potrzebę – czuł, że jest to miejsce w którym może się realizować.

Nie chcę przeprowadzać żadnych jednorazowych rewolucji – zależy mi na stopniowym wprowadzaniu nowych rzeczy i ulepszaniu przestrzeni bazując na realnych rozmowach z ludźmi, a nie własnym widzimisię. 

Co sprawia, że czujesz się dobrze w klubowej przestrzeni – zarówno gdy grasz, jak i jesteś w niej jako uczestniczka imprezy? 

Przede wszystkim ludzie i ich energia – uwielbiam, gdy w lokalu unosi się pozytywny vibe! Nie mniej ważne – dobry soundsystem i fajne światła. Szanuję także zawsze asortyment na barze z opcjami 0%. Mam jeszcze parę zboczeń zawodowych, o których może już nie będę mówić! (śmiech) 

fot. Joanna Basicz

Nie tylko zarządzasz, edukujesz i występujesz jako DJ-ka, ale i realizujesz się w wielu muzyczno-artystycznych projektach. Jesteś także współzałożycielką inicjatyw takich jak FEED i Techno Lublin; jesteś też ambasadorką chorwackiego Modem Festival. Jak godzisz te wszystkie obowiązki i który z nich obecnie sprawia Ci najwięcej frajdy? 

Robię też wiele innych rzeczy, o których za bardzo nie trąbię (śmiech)! Moje życie generalnie kręci się wokół muzyki i projektów okołomuzycznych. Od dawna trudno jest mi odróżnić, co jest moim życiem prywatnym, a co już zawodowym. I choć przez wiele lat dokładanie sobie kolejnych projektów sprawiało mi niezłą frajdę, to od jakiegoś czasu staram się mocno pracować nad organizacją swojego życia i wygospodarować też czas tylko i wyłącznie dla siebie i bliskich mi osób. Zaprzyjaźniłam się z kalendarzem w różnych formach i staram się mocno na bieżąco ogarniać sprawy. Przestałam odkładać je do ostatniej chwili.

Wszystko, co robię, jest dla mnie ważne i sprawia mi tak naprawdę frajdę, ale FEED i Techno Lublin to dwa moje ulubione projekty. Po pierwsze: oba robię z przyjaciółmi, co jest dla mnie niezwykle istotne, bo dogadujemy i rozumiemy się bez słów, a atmosfera na tych imprezach jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Imprezy Techno Lublin za każdym razem mnie wzruszają, widząc jak wiele znajomych osób od podstawówki, przez liceum aż po studia tańczą pod sceną, a na pierwszej edycji pojawili się nawet moi rodzice! Na każdej imprezie pojawia się kilkaset osób i zrobił się już z tego mały festiwal! To bardzo miłe uczucie, robić coś dobrego dla lokalnej społeczności mając świadomość, że na co dzień nie ma tam zbyt wielu miejsc ani możliwości.

FEED to spełnienie muzycznych marzeń i zapraszanie nazwisk, których twórczość mega szanujemy. Line-up jest zawsze wyłaniany jednomyślnie i nie mamy tu żadnych ograniczeń – od początku ideą moją, Diabota i Hellixa było to, że spełniamy nasze muzyczne marzenia. FEED to także przestrzeń do bliskich spotkań, rozmów i oczywiście wspólnego jedzenia (na naszych imprezach, żaden artysta nie ma prawa wystąpić głodny! (śmiech)

Występowałaś w czołowych dla muzyki klubowej miejscach Europy: począwszy od Berlina (klub Tresor i Rave The Planet), Londynu, Mediolanu aż po Litwę, Czechy, Słowację i Chorwację. Co dało Ci zagraniczne doświadczenie i czy było w nim coś, co zaskoczyło Cię najbardziej? 

Ciekawe pytanie; pierwsze o czym pomyślałam to… mniejszy stres! Każde wyjazdowe granie (i nie tylko) to ogromne wyróżnienie, za które jestem wdzięczna. Świadomość, że Twoje nazwisko jest znane nie tylko na rodzimym podwórku, jest bardzo budująca i mobilizująca.

Każde z państw i miast, które wymieniłaś, przyjęło mnie inaczej; każda impreza była inna i charakteryzowała się różnym vibem. W Londynie na przykład występowałam kilkakrotnie na nielegalnych imprezach organizowanych w warehouse’ach i lasach, poznałam świat prawdziwego rave’u, grając w podchody z policją wraz z setką innych osób. Na Słowacji grałam dwukrotnie w małej miejscowości, w której są organizowane zamknięte, kameralne imprezy w małym barze na 100 osób i atmosfera jest tam tak genialna, że po secie poleciała mi łezka! Gdy po kilku latach dostałam drugi raz zaproszenie na tę imprezę – utwierdziłam się w przekonaniu, że biorę udział w wyjątkowym wydarzeniu! W Berlinie grałam chyba 5 razy i zawsze doświadczyłam genialnej opieki, zarówno od managerów, przez osoby techniczne, po hostów. Trzeba przyznać, że na berlińskich parkietach zawsze był ogień, a ludzie są turbo świadomi muzycznie! Mediolan zaskoczył mnie ogromnie, bo zagrałam w miejscu, które przypominało bibliotekę, galerię sztuki – dowiedziałam się, że nie ma zbyt wielu tam klubów i często organizatorzy wybierają właśnie takie miejsca na organizację imprez. 

Gdzie – poza muzyką – można spotkać AETHĘ? Gdzie odpoczywa, co ją interesuje, czego chciałaby spróbować i o czym marzy najbardziej? 

Odkąd przestałam bać się latać, kocham podróżować i zwiedzać nowe kraje, chciałabym ich zwiedzić jak najwięcej! Zawsze wybieram miejsca, gdzie mogę poznać lokalne zwyczaje i jedzenie. Ostatnio także bardzo skupiam się na samorozwoju, odnalezieniu wewnętrznego spokoju, dbaniu o siebie, swoje najbliższe relacje i spędzaniu jak najwięcej czasu z moim psim synkiem. 

Marzę, by któregoś dnia odnaleźć swoje miejsce na ziemi, nie pogardziłabym domem z ogródkiem! (śmiech). Jak na razie mam jeszcze w miejskiej dżungli sporo do zrobienia…

Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas! Wszystkiego dobrego w każdej dziedzinie życia!

Dziękuję bardzo! Do zobaczenia w weekend!

Popular this week

Bryan – Zawsze staram się przekuwać negatywy w pozytywy

Od przedszkola do Opola, a od Machnowa Nowego do SBM Starteru. V era SBM-u...

Javier Jointer – beatmaker i raper

Dziś rozmawiamy z Javierem, wenezuelskim artystą hip-hopowym, który opowiada nam o swojej twórczości muzycznej...

Kult remixów, czyli nowe brzmienie starych hitów

Ostatnie lata w muzyce to niekończący się trend na remiksowanie utworów sprzed kilku dekad....

Muzyka w erze technologii i streamingu

Rynek muzyczny od lat bardzo podatny jest na wpływ technologii, ale także zmieniającego się...

Leśny – Bardziej cele niż marzenia

Producenci muzyczni to kopalnia wiedzy, jeśli chodzi o cały etap tworzenia utworów, czy poznawania...

SYNAPSA – 51.1079° N, 17.0385° E VA

Niedawno natknęliśmy się na ekipę, która wypuściła swój debiutancki album w Synapsie. Wszędzie chodzi...

Arne – Różnorodność to klucz do wolności

Pierwszy w życiu stworzony utwór i od razu hit. Jak mówi dobrze znana wszystkim...

BeMelo – Finezja nie bierze się ze sztywnych reguł

Ma wiele hitów na koncie, nie ogranicza się do jednego stylu, a przy robieniu...

Druid – Skupiam się na pracy z samym sobą

Za sobą ma ukończoną szkołę muzyczną czy granie koncertów w całej Europie, a aktualnie...

Leeo – Każdy musi znaleźć swoją drogę

Produkował numery m.in. dla Szpaka, Qrego, Margaret czy Inee, lecz jak sam przyznaje, większość...

FLUXUS pres. Blazej Malinowski

23.05.2026, Kraków

FĀLĀ

08.05.2026, Warszawa

Muse Festival 2026

24-26.07.2026, Kawęczyn
Most popular of all time