
Intuicja, wsłuchanie się w emocje i odczucia oraz brak pośpiechu – oto proces kreatywny według ANNĒ. To podejście przyniosło jej nie tylko wiele bardzo docenianych wydawnictw (m.in. w Mutual Rytm, Hardgroove, Symbolism, BPitch, Soma czy TECHNO), ale i zaowocowało założeniem własnej wytwórni. Blind Harmonies to zupełnie nowy rozdział w jej artystycznej działalności – lecz patrząc na to, jak spójny, przemyślany i nastawiony na jakość muzyki jest ten label, pojawi się w nim wiele pięknych, ponadczasowych nagrań.
Na chwilę przed trzecią edycją Muse Festival mieliśmy okazję zadać jej kilka pytań. Ta rozmowa przyniesie wam i muzyczne, i życiowe inspiracje oraz zachęci do odkrywania klubowej elektroniki za pomocą intuicji.
Agata Omelańska: Witaj, ANNĒ! Miło cię gościć w U., a nasz wywiad zacznijmy od rozgrzewkowego pytania. Jak zaczęłaś zajmować się muzyką? Czy elektronika była twoim pierwszym wyborem, czy też próbowałaś innych gatunków?
ANNĒ: Muzyka zawsze była częścią mojego życia. Niektóre z moich najwcześniejszych wspomnień są z nią związane, więc pod wieloma względami to nie ja wybrałam muzykę – ona po prostu zawsze tam była. W miarę jak dorastałam, ta więź stawała się coraz silniejsza i ostatecznie doprowadziła mnie do odkrycia DJ-ki i produkcji muzycznej.
Muzyka elektroniczna nie była moim pierwszym muzycznym doświadczeniem. Podobnie jak większość ludzi, dorastałam słuchając wielu różnych gatunków i myślę, że ta różnorodność ukształtowała sposób, w jaki dziś słucham i tworzę muzykę. Każdy styl ma coś do przekazania, czy to rytm, emocje, melodię czy opowiadanie historii.
Ale kiedy odkryłam techno, coś po prostu zaskoczyło. Zafascynowała mnie jego zdolność do wywoływania emocji poprzez powtarzalność, groove i subtelną ewolucję. Nie chodziło tylko o pojedyncze utwory – chodziło o budowanie podróży i tworzenie przestrzeni, w której ludzie mogliby całkowicie zatracić się w muzyce.
Od tego momentu wiedziałam, że to właśnie ten język chcę wykorzystać do wyrażania siebie. Z biegiem lat moje brzmienie ewoluowało, ale uczucie, które po raz pierwszy przyciągnęło mnie do techno, nigdy się nie zmieniło. Nadal inspiruje mnie za każdym razem, gdy wchodzę do studia lub staję za deckami.
Czy mogłabyś wymienić kilka ulubionych utworów z początków swojej kariery DJ-skiej lub tych, które wywarły na ciebie największy wpływ jako artystkę? Czy kiedykolwiek je grałaś?
To trudne pytanie, ponieważ jest tak wiele utworów, które naznaczyły różne etapy mojej drogi. Nie sądzę, żeby był jeden przełomowy utwór – raczej była to cała kolekcja artystów i wydawnictw, które stopniowo kształtowały moją muzyczną tożsamość.
Mogłabym wymienić kilka kultowych utworów, takich jak Subzero Bena Klocka, The Bells Jeffa Millsa, Vapour Slam, Knights of the Jaguar Rolando, i tym podobne.
Nadal lubię wracać do starszych nagrań i odkrywać je na nowo. Przypominają mi one, skąd czerpałam inspiracje, i pozwalają mi pozostać w kontakcie z korzeniami tej muzyki, jednocześnie patrząc w przyszłość.
Artyści tacy jak Ben Klock, Marcel Dettmann, Jeff Mills, Ben Sims, The Advent, James Ruskin, Planetary Assault Systems, Underground Resistance i inni mieli znaczący wpływ na to, jak rozumiałam groove w techno.
A teraz zmiana perspektywy – bo dziś to właśnie Ty inspirujesz innych, docierasz ze swoją muzyką do największych i najważniejszych wytwórni, występujesz na niesamowitych festiwalach i imprezach… Ogromne gratulacje i powiedz mi, proszę: kiedy zdałaś sobie sprawę, że twoja kariera muzyczna zaczęła rozkwitać w pełni?
Dziękuję, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby była jakaś konkretna chwila, w której pomyślałam: „Teraz już mi się udało”. Patrząc wstecz, postrzegam swoją karierę raczej jako serię małych kamieni milowych, niż jeden wielki przełom.
Każde wydawnictwo, każde nowe miasto, każdy festiwal i każda okazja do podzielenia się swoją muzyką z większą liczbą osób stanowiły kolejny krok naprzód. Oczywiście, zdarzały się chwile, które skłaniały mnie do zatrzymania się i refleksji – występy na festiwalach, o których kiedyś marzyłam, podpisywanie kontraktów z wytwórniami, które podziwiałam, czy obserwowanie, jak artyści, których szanuję, grają moje utwory. To bardzo wyjątkowe chwile, ponieważ przypominają, że twoja praca dociera do ludzi.
Jednocześnie staram się jednak nie traktować ich jako punktu docelowego. Nadal czuję ciekawość, motywację i chęć uczenia się. To właśnie sprawia, że idę naprzód.
Jeśli miałabym wskazać jedno osiągnięcie, to prawdopodobnie byłby to moment, w którym zrozumiałam, że ludzie nie identyfikują się tylko z poszczególnymi utworami, ale z moją tożsamością artystyczną. Kiedy publiczność zaczyna rozpoznawać twoje brzmienie i ufać twojej muzycznej wizji, ma to ogromne znaczenie. To sygnał, że stworzyłaś coś autentycznego, a – moim zdaniem – jest to o wiele cenniejsze, niż jakiekolwiek pojedyncze osiągnięcie.
Ostatecznie nie mierzę sukcesu wielkością sceny ani nazwą wytwórni. Mierzę go tym, że wciąż budzę się podekscytowana możliwością tworzenia muzyki i dzielenia się nią z ludźmi. Dopóki to uczucie mnie nie opuszcza, wiem, że jestem na właściwej drodze.

Wydawałaś swoją muzykę w takich wytwórniach, jak: Mutual Rytm, Hardgroove, Symbolism, Soma, BPitch, TECHNO Records. Która z twoich płyt sprawiła, że byłaś z siebie najbardziej dumna i dlaczego?
Każde wydawnictwo stanowi inny rozdział mojej podróży, więc bardzo trudno jest wybrać tylko jedno. Każda płyta odzwierciedla to, gdzie znajdowałam się twórczo i osobiście w danym momencie.
Gdybym jednak musiała wybrać wydawnictwo, które znaczy dla mnie najwięcej, byłoby to prawdopodobnie „Metallic Tapes”. Nie tylko dlatego, że jestem dumna z samej muzyki, ale także dlatego, że stało się ono pierwszym wydawnictwem w Blind Harmonies, mojej nowej wytwórni.
Ta EP-ka jest owocem wieloletniego doświadczenia, rozwoju i pewności siebie potrzebnej do stworzenia czegoś, co w pełni odzwierciedla moją artystyczną wizję. Nie chodziło tylko o wydanie czterech utworów, ale o zdefiniowanie tożsamości wytwórni i nadanie tonu wszystkim przyszłym projektom.
Przede wszystkim jestem dumna z tego, że każde wydawnictwo jest autentyczne. Nigdy nie chciałam tworzyć muzyki tylko po to, by podążać za trendami lub spełniać oczekiwania. Chcę, by każda płyta odzwierciedlała mój aktualny stan twórczy i myślę, że słuchacze naprawdę to odczuwają.
I tu płynnie przechodzimy do Blind Harmonies, bo kolejne pytanie dotyczy właśnie Twojej wytwórni. Jak się czujesz jako założycielka labelu? I kiedy zdecydowałaś, że nadszedł czas, by podzielić się swoją wizją ze światem?
Założenie Blind Harmonies było jednym z najbardziej znaczących kroków w mojej karierze. Nie postrzegam siebie jako właścicielki wytwórni; uważam się raczej za kogoś, kto ma okazję stworzyć platformę dla muzyki, w którą naprawdę wierzy.
Pomysł ten dojrzewał w mojej głowie od lat. Podczas mojej dotychczasowej drogi wiele się nauczyłam od wytwórni, w których miałam zaszczyt wydawać swoje utwory, i jestem niezmiernie wdzięczna za te doświadczenia. Z czasem jednak poczułam potrzebę zbudowania czegoś, co w pełni odzwierciedlałoby moją własną wizję artystyczną, bez żadnych ograniczeń.
Nie chciałam zakładać wytwórni tylko dlatego, że wydawało mi się to kolejnym krokiem w karierze. Czekałam, aż poczuję, że mam coś znaczącego do przekazania. Dla mnie ważny był odpowiedni moment. Chciałam, aby Blind Harmonies rozpoczęło działalność z jasną tożsamością i silnym poczuciem celu, a nie stało się po prostu kolejnym kanałem do wydawania muzyki.
Moja wizja polega na stworzeniu czegoś trwałego. Wierzę w jakość, a nie w ilość, i chcę, aby każde wydawnictwo miało powód, by istnieć. Mam nadzieję, że z czasem Blind Harmonies stanie się miejscem, któremu ludzie ufają – wytwórnią znaną z ponadczasowej muzyki, artystycznej integralności i autentycznych emocji, a nie z podążania za trendami.
Pod wieloma względami Blind Harmonies odzwierciedla to, kim jestem dzisiaj, ale mam też nadzieję, że rozwinie się i rozkwitnie poza mnie samą. Bardzo chciałabym, aby stała się platformą, na której artyści mogą swobodnie wyrażać siebie, a słuchacze odkrywają muzykę dlatego, że ich porusza, a nie ze względu na nazwiska czy oczekiwania. Jeśli wytwórnia choć w niewielkim stopniu przyczyni się do tego, by w centrum uwagi pozostawała sama muzyka, będę miała poczucie, że spełniła swój cel.
Bardzo inspiruje mnie idea, na której opiera się Blind Harmonies. W chwili, gdy zaczęłam podążać za swoją intuicją – prawdziwie, szaleńczo, głęboko i bez żadnych wyrzutów sumienia – życie stało się naturalne i lekkie jak nigdy dotąd. Podkreślasz, że „Harmonia to coś, co wyczuwasz, zanim to zrozumiesz” – i myślę, że twoja wizja nie ogranicza się wyłącznie do muzyki.
Dziękuję, to właściwie jedna z najpiękniejszych interpretacji Blind Harmonies, jakie można sobie wyobrazić.
Chociaż wytwórnia powstała dzięki muzyce, idea, która za nią stoi, zawsze była znacznie szersza. Dla mnie stwierdzenie „Harmonia to coś, co wyczuwasz, zanim to zrozumiesz” nie dotyczy wyłącznie słuchania, ale całego życia.
Wiele z najważniejszych decyzji, które podejmujemy, nie wynika wyłącznie z logiki. Czasami czujemy, że coś jest słuszne, zanim potrafimy wyjaśnić dlaczego. Niezależnie od tego, czy chodzi o wybór drogi, spotkanie z konkretnymi ludźmi, tworzenie muzyki czy podążanie za intuicją, często pojawia się niewidzialne poczucie zgodności, które poprzedza zrozumienie.
Właśnie to oznacza dla mnie Blind Harmonies: zaufanie do tej wewnętrznej więzi. W świecie, który nieustannie wymaga od nas analizowania, porównywania i poszukiwania potwierdzenia, uważam, że jest coś potężnego w pozwoleniu sobie po prostu na odczuwanie. Muzyka nam o tym przypomina. Dociera do nas emocjonalnie, zanim dotrze do nas intelektualnie.
Mam nadzieję, że ta wytwórnia zachęci ludzi do podchodzenia do muzyki w ten sam sposób – do słuchania z otwartym umysłem, wolnym od oczekiwań i uprzedzeń. Jeśli jednak ta idea zainspiruje ludzi również poza muzyką, będzie to dla mnie jeszcze bardziej znaczące.
Wierzę, że harmonia nie jest czymś, co tworzymy, lecz czymś, co odkrywamy, gdy jesteśmy szczerzy wobec samych siebie. Im bardziej ufamy temu, kim jesteśmy, tym bardziej naturalnie wszystko inne zaczyna układać się na swoim miejscu.
„Samonauczanie, intuicyjność, cierpliwość. Bez formalnego wykształcenia. Po prostu słuchanie, eksperymentowanie i zaufanie instynktowi”. Cóż za piękne podejście do produkcji muzycznej! Zastanawiam się, jak i gdzie odkrywasz muzykę? I jak wygląda Twój proces twórczy?
Dziękuję. Zawsze wierzyłem, że ciekawość jest jedną z najcenniejszych cech, jakie może posiadać artysta.
Odkrywam muzykę na wiele różnych sposobów. Oczywiście, spędzam mnóstwo czasu na przeglądaniu nowych wydawnictw i słuchaniu innych artystów, ale lubię też wracać do starszych płyt. Czasami ponownie sięgam po muzykę sprzed lat i słyszę w niej coś zupełnie innego, ponieważ zmieniłam się jako słuchacz. Inspiracja nie zawsze pochodzi z tego, co nowe – często wynika z ponownego odkrycia czegoś świeżym uchem.
Poza muzyką elektroniczną staram się być otwarta na różne gatunki, kultury i brzmienia. Inspiracja może pochodzić z rytmu, faktury, atmosfery, a nawet z czegoś zupełnie niezwiązanego z muzyką. Podróże, rozmowy, architektura, natura… wszystkie te doświadczenia wpływają na sposób, w jaki tworzę.
Mój sposób pracy jest dość intuicyjny. Rzadko siadam w studiu z gotowym planem. Najczęściej zaczynam od groove’u lub nastroju, który chcę zgłębić, a potem pozwalam utworowi rozwijać się naturalnie. Niektóre pomysły układają się w całość w ciągu kilku godzin, podczas gdy inne pozostają niedokończone przez miesiące, aż nadejdzie odpowiedni moment.
Nie lubię wymuszać kreatywności. Nauczyłam się ufać temu procesowi i akceptować fakt, że każdy utwór ma swoje własne tempo. Czasami najlepszym rozwiązaniem jest po prostu odejść na chwilę i wrócić ze świeżym uchem.
Dla mnie muzyka nie polega na dążeniu do perfekcji — chodzi w niej o uchwycenie emocji. Kiedy utwór sprawia, że w studiu tracę poczucie czasu, wiem, że zmierzam we właściwym kierunku.

Kolejna inspiracja płynie z Twoich słów: „Zamknij oczy. Dźwięk staje się szczery”. Od razu przychodzą mi na myśl te chwile na parkiecie, kiedy mam zamknięte oczy, a pozostałe zmysły zyskują większą wyrazistość i wrażliwość. Na długo przed ogłoszeniem powstania swojej wytwórni grałeś swoje niepublikowane utwory w wielu setach – a wspomniana wcześniej czwórka tworząca „Metallic Tapes EP” zdecydowanie przeszła ten test!
Bardzo podoba mi się Twoja interpretacja, bo właśnie to chciałam przekazać tym przesłaniem.
„Zamknij oczy. Dźwięk staje się szczery” dotyczy usunięcia wszystkiego, co wpływa na naszą percepcję. Kiedy zamykamy oczy, przestajemy oceniać to, co widzimy, i zaczynamy zwracać uwagę na to, co naprawdę czujemy. Uważam, że właśnie tak należy doświadczać muzyki – bez oczekiwań, bez uprzedzeń, wyłącznie poprzez emocje.
To też jeden z powodów, dla których tak długo sprawdzam swoją muzykę przed wydaniem. Parkiet to najbardziej szczere miejsce dla utworu. Można spędzić miesiące na dopracowywaniu czegoś w studiu, ale dopiero gdy zaprezentujesz go przed ludźmi, naprawdę zrozumiesz, w jaki sposób żyje i oddycha.
„Metallic Tapes” to świetny przykład. Te utwory towarzyszyły mi przez długi czas, zanim zostały wydane. Grałam je w różnych krajach, na różnych festiwalach i w klubach, i za każdym razem uczyłam się czegoś nowego. Czasami nie chodziło nawet o to, jak reagowali ludzie – chodziło o to, jakie emocje budziły we mnie te utwory miesiące później. Jeśli po upływie tego czasu wciąż czułam ekscytację grając je – wiedziałam, że są gotowe.
Nie wierzę w pośpiech w muzyce. Uważam, że każda płyta zasługuje na czas potrzebny do dojrzewania. Zanim utwór trafi do sprzedaży, chcę mieć pewność, że już się sprawdził – nie tylko pod względem technicznym, ale i emocjonalnym.
Ostatecznie, jeśli utwór nadal wywołuje we mnie te same emocje po setkach odsłuchań i wciąż tworzy autentyczne chwile na parkiecie, wiem, że jest gotowy, by stać się częścią świata.
Jakie masz plany na najbliższą przyszłość, jeśli chodzi o Blind Harmonies? Wspomniałaś, że przyjmowanie demo rozpocznie się w 2027 roku – więc przypuszczam, że wkrótce wydasz trochę swojej nowej muzyki?
Tak, dokładnie. Pierwszy etap działalności Blind Harmonies polega na zbudowaniu silnej tożsamości. Chcę, żeby ludzie zrozumieli, czym kieruje się wytwórnia, zanim zaczniemy przyjmować innych artystów. Dlatego pierwsze wydawnictwa to moje własne utwory oraz utwory artystów, z których muzyką czuję, że mogę się utożsamić – to one kładą fundamenty i wyznaczają kierunek muzyczny.
Od 2027 roku zaczniemy przyjmować zgłoszenia z demo, ponieważ chcę, aby Blind Harmonies stało się platformą do odkrywania artystów, których muzyka autentycznie współgra z filozofią wytwórni. Nie chodzi o podążanie za trendami ani o wydawanie jak największej ilości muzyki. Chodzi o znalezienie artystów o unikalnym brzmieniu i stworzenie przestrzeni, w której będą mogli autentycznie wyrażać siebie.
I tak, na pewno usłyszycie więcej mojej muzyki. Przez ostatnie kilka lat pracowałam nad mnóstwem nowego materiału i nie mogę się doczekać, by zacząć się nim dzielić. Niektóre z tych utworów zostały już przetestowane na parkietach na całym świecie, podczas gdy inne wciąż ewoluują w studiu.
Przede wszystkim chcę, aby każde wydawnictwo – czy moje, czy kogoś innego – było przemyślane. Nie chcę, by ludzie zastanawiali się nad tym, co reprezentuje Blind Harmonies. Chcę, żeby po wysłuchaniu utworu od razu dostrzegli troskę, emocje i tożsamość, które się za nim kryją.
To dopiero początek. Nie postrzegam Blind Harmonies jako projektu na najbliższy rok czy dwa, ale jako coś, co chcę budować przez dziesięciolecia. Moim celem jest stworzenie katalogu, do którego ludzie będą mogli wracać za kilka lat i który nadal będzie on dla nich źródłem inspiracji. Jeśli nam się to uda, to myślę, że stworzymy coś naprawdę znaczącego.
Mieszkasz w Salonikach. Co w tym mieście jest najbardziej wyjątkowe, niezwykłe lub ekscytujące (i o czym zdecydowanie powinniśmy wiedzieć)? Jak opisałabyś lokalną scenę muzyki elektronicznej?
Saloniki to miasto o naprawdę wyjątkowej atmosferze. Jest tętniące życiem i pełne charakteru, ale jednocześnie ma spokojniejsze tempo, niż wiele innych europejskich miast. To miejsce, w którym historia i współczesność współistnieją obok siebie, co – moim zdaniem – tworzy wyjątkową energię.
Najbardziej kocham tu ludzi. Panuje tu silne poczucie ciepła i gościnności, a życie toczy się naturalnie na świeżym powietrzu – w kawiarniach, nad morzem, w małych barach i przestrzeniach publicznych. Te codzienne chwile tworzą prawdziwe poczucie wspólnoty i zawsze to doceniam, gdy wracam do domu. No i oczywiście jedzenie!
Jeśli chodzi o scenę muzyki elektronicznej, uważam, że jest tu mnóstwo talentu i pasji. Są tu artyści i miłośnicy muzyki, którym ta kultura naprawdę leży na sercu i którzy ciężko pracują, by ją rozwijać. Podobnie jak wiele lokalnych scen, ta również boryka się z wyzwaniami, ale uważam też, że ma ogromny potencjał. Scena jest dość niewielka i musimy nieco poprawić infrastrukturę! Potrzebujemy więcej przestrzeni i klubów, aby stworzyć szerszą i zdrowszą społeczność.
Najbardziej cieszy mnie to, że nowe pokolenie angażuje się w scenę, wnosząc świeże pomysły i prawdziwą miłość do muzyki. Mam nadzieję, że będzie się ona nadal rozwijać dzięki współpracy, otwartości i wzajemnemu wsparciu, bo właśnie w ten sposób buduje się silne społeczności.
Niezależnie od tego, dokąd zaprowadzi mnie moja kariera, Saloniki zawsze będą moim domem. To tam wszystko się zaczęło i zawsze będą one ważną częścią tego, kim jestem – zarówno jako osoby, jak i jako artystki.

A jeśli chodzi o podróże i występy: jakie jest twoje ulubione miasto, klub lub festiwal, na którym grałaś? Czy masz jakieś wymarzone miejsce na gig, a może już tam grałaś?
To zawsze jedno z najtrudniejszych pytań, bo każde miejsce pozostawia po sobie coś innego. Miałam szczęście grać w niesamowitych klubach, na festiwalach i w miastach na całym świecie, a każde z nich ma swój własny charakter.
To, co pozostaje w mojej pamięci, to niekoniecznie samo miejsce, ale raczej uczucie. Najbardziej zapadają mi w pamięć te noce, podczas których istniała prawdziwa więź między muzyką, publicznością i atmosferą. Tych chwil nie da się odtworzyć i właśnie to sprawia, że są tak wyjątkowe.
Oczywiście, były też niezapomniane kamienie milowe. Granie na festiwalach i w klubach, które kiedyś podziwiałam z daleka, było niesamowicie satysfakcjonujące. To chwile, w których zatrzymujesz się na sekundę i zdajesz sobie sprawę, że lata ciężkiej pracy zaprowadziły cię w miejsce, o którym kiedyś tylko marzyłaś. Mówię o klubach takich jak Berghain, RSO, Bassiani, Basement, Fuse, Fold i wiele, wiele innych.
Wciąż czuję, że przede mną jeszcze wiele rozdziałów. To jedna z najpiękniejszych rzeczy w tej karierze – zawsze jest kolejne miasto do odkrycia, kolejna publiczność, z którą można nawiązać kontakt, i kolejna historia do stworzenia poprzez muzykę. Jako miejsca, w których naprawdę chciałbym zagrać, wymieniłabym festiwale Open Ground i Wire!
Mam nadzieję, że lipcowy Muse Festival również Ci się spodoba – wydarzenie odbędzie się w Pałacu Balzaq w Kawęczynie i już nie możemy się doczekać, aż Cię tam zobaczymy. Jak się czujesz przed występem tam? To miejsce jest dość nietypowe jak na imprezę techno, ale historyczne lokalizacje stanowią trzon tego festiwalu!
Dziękuję! Naprawdę nie mogę się doczekać.
To, co najbardziej mnie ekscytuje w Muse Festival, to właśnie to, o czym wspomniałaś – fakt, że odbywa się on w tak wyjątkowej, historycznej scenerii. Myślę, że otoczenie odgrywa ogromną rolę w tym, jak odbieramy muzykę. Każde miejsce ma swoją własną atmosferę, a kiedy połączy się muzykę elektroniczną z miejscem, które już samo w sobie ma tak bogatą historię i charakter, powstaje coś naprawdę wyjątkowego.
Zawsze lubię grać w miejscach, które mają swoją tożsamość, ponieważ stają się one częścią historii tej nocy.
Muzyka ma tę piękną zdolność, by przekształcać przestrzeń, a jednocześnie to właśnie przestrzeń wpływa na to, jak odbierana jest muzyka. To dialog między nimi.
Uwielbiam też polską publiczność. Za każdym razem, gdy grałam w Polsce, czułam prawdziwą pasję do muzyki i niesamowitą otwartość na parkiecie. Taka energia zawsze jest inspirująca dla DJ-ów.
Nie mogę się doczekać, by po raz pierwszy zobaczyć Pałac Balzaq, dzielić się muzyką ze wszystkimi obecnymi i wspólnie stworzyć niezapomnianą podróż.
Ostatnie pytanie będzie poświęcone Muzom – warto zauważyć, że słowo to pochodzi z języka greckiego i odnosi się do bogiń sztuki i nauki! Co, kto lub jakie miejsce, idea, zajęcie jest dla Ciebie Muzą? Gdzie, poza muzyką, czerpiesz inspirację?
Bardzo podoba mi się to powiązanie, zwłaszcza że idea Muz jest tak głęboko zakorzeniona w kulturze greckiej. Od zawsze symbolizowały one kreatywność, ciekawość i dążenie do czegoś większego niż my sami, i uważam, że te idee są nadal bardzo aktualne.
Inspiracja rzadko przychodzi do mnie z jednego konkretnego źródła. Oczywiście, muzyka jest stałym źródłem inspiracji, ale niektóre z moich najlepszych pomysłów pojawiają się właśnie wtedy, gdy jestem z dala od studia.
Dużą rolę odgrywają podróże. Każde miasto ma swój własny rytm, architekturę, kulturę i styl życia, a samo obserwowanie tych różnic może całkowicie zmienić mój sposób myślenia i tworzenia. Inspirację czerpię również z natury, sztuki, designu i fotografii – wszystkiego, co wywołuje emocje lub oferuje inne spojrzenie na świat.
Jednak – przede wszystkim – inspirują mnie ludzie. Rozmowy, wspólne doświadczenia i emocje, którymi się dzielimy, często pozostają ze mną znacznie dłużej, niż jakikolwiek pomysł. Te ludzkie chwile znajdują odzwierciedlenie w mojej muzyce w sposób, który nie zawsze jest oczywisty, ale one tam są.
Myślę, że na inspirację trzeba być otwartym. Nie zawsze pojawia się wtedy, gdy jej szukasz. Czasami pojawia się w chwili ciszy, podczas spaceru, przy zachodzie słońca albo w rozmowie, która zmienia sposób, w jaki na coś patrzysz.
Ostatecznie moją największą muzą jest ciekawość.
Dopóki będę ciekawa świata, ludzi i samej siebie, wiem, że nigdy nie przestanę tworzyć.
Bardzo dziękuję za wywiad i inspirację, ANNĒ! Powodzenia w muzyce i niech inspiracja wypełnia Twoje życie każdego dnia!

