Version 2.5.7. Everything for U.

HomeArtyściBill Hicks - "Don't be afraid, ever, because this is just a...

Bill Hicks – „Don’t be afraid, ever, because this is just a ride.”

Na pierwszy rzut oka niepozorny mężczyzna. Niski, ubrany na czarno, blady, trochę przy kości, odpalający jednego papierosa od drugiego. Bill Hicks, bo o nim tu mowa, to postać, która była i jest inspiracją wielu artystów, w szczególności muzyków. Wszystko dzięki swojemu niepowtarzalnemu stylowi charakteryzującemu się bezkompromisowością i szczerością do bólu.

Bill Hicks urodził się w miejscowości Valdosta (Georgia, USA) w domu, w którym religia od zawsze była na pierwszym miejscu. On jednak od samego początku przejawiał buntowniczą postawę i stał się czarną owcą. W szkole pisał, wraz ze znajomymi, krótkie skecze, które później były odgrywane przed rówieśnikami. Zainspirowany występami Woody’ego Allena, młody Hicks zaczął wymykać się wieczorami z domu, by móc występować w pobliskim klubie, gdzie odbywały się imprezy open mic. Jego pierwsza próba na scenie spotkała się z ciepłym przyjęciem. Chłopak znalazł się wreszcie w towarzystwie, które go rozumiało.

Bill Hicks nie bał się słów. Jego monologi wypełnione były po brzegi ostrymi wypowiedziami o seksie, ówczesnych politykach, problemach społecznych czy narkotykach. Jego podejście do ostatniego z wymienionych aspektów było dosyć kontrowersyjne. W dowcipach podkreślał, że narkotyki są w stanie poszerzyć stan umysłu i pomóc odkryć niezbadane zakątki wszechświata. Sam zresztą otwarcie się przyznawał, że eksperymentował z marihuaną czy LSD.

Wczesna kariera komika było mocno zakrapiana alkoholem. Dochodziło nawet do sytuacji,  kiedy był tak pijany, iż nie mógł stać prosto na scenie, a cały jego performance polegał na krzykach i obrażaniu zebranych przed sceną ludzi. Niektórym jednak się to tak podobało, że sami podpuszczali go, stawiając mu drinki i przynosząc je na scenę. Po pewnym czasie zreflektował się, że tak dłużej być nie może i postanowił już więcej nie pić.

Hicks uwielbiał dobrego rocka (jego idolem był m.in. Jimi Hendrix) i sam udzielał się w paru kapelach jako gitarzysta, wokalista i tekściarz. Jednak priorytetem dla niego był stand up, dzięki któremu mógł dotrzeć do ludzi. Nie mógł znieść, że większość muzyków skupia się wyłącznie na robieniu pieniędzy i nie szczędził o nich złych słów. Ostro  wypowiadał się o piosenkarzu country Billym Rayu Cyrusie, którego szczerze nienawidził. Trzeba przyznać, że miał nosa, bo to właśnie jego córka – Miley – jest w dzisiejszych czasach na ustach sporej części ludzkości. Bronił natomiast muzyki, którą ludzie o zamkniętych umysłach nazywali satanistyczną (choćby Judas Priest czy The Rolling Stones).

Marzeniem komika była muzyka płynąca prosto z serca, a nie będąca wytworem jakiegoś wysoko postawionego producenta, który skinieniem magicznej różdżki zamieni coś, co nigdy nie powinno ujrzeć światła dziennego, w górę zielonych papierków. Hicks nie cierpiał konsumpcjonizmu i naszą piękną planetę, z bólem, nazywał „Trzecim Centrum Handlowym Od Słońca”.

Podczas swoich występów, Bill próbował nauczyć swoją publikę czegoś, co czasem nie spotykało się z zachwytem ludzi zebranych w klubach. Mimo że coraz bardziej zauważany w USA, nadal jeździł po całych Stanach, pojawiając się w zabitych dechami miasteczkach, w których był często nierozumiany. Raz po raz zbaczał na tematy stricte filozoficzne, aby po chwili uspokoić publikę („There are more d**k jokes coming, relax.”). Niebywałą popularność zyskał w Wielkiej Brytanii, gdzie charakterystyczny dla niego czarny humor spotkał się z wielkim zainteresowaniem. Na Wyspach został sfilmowany jeden z jego najważniejszych show „Revelations”, który w 1992 pojawił się na VHS.

W 1993 został po raz dwunasty zaproszony do „Late Show with David Letterman”, ale jego występ nie został wyemitowany, ponieważ uznano go za zbyt kontrowersyjny dla przeciętnego amerykańskiego widza. Konkretnie chodziło o kawałek z Jezusem, który powraca na Ziemię i wszędzie widzi krzyże. Zaistniała sytuacja sprawiła że Hicks poczuł się zdradzony i już do końca stracił wiarę w amerykańskie media. Nie potrafił zrozumieć decyzji producentów programu, gdyż w tym co powiedział, nie widział nic zdrożnego.

Trzy miesiące przed wspomnianym występem, który miał nigdy się nie pojawić w telewizji, życie artysty dokonało obrotu o 180 stopni. Lekarze zdiagnozowali u niego raka trzustki z przerzutami na wątrobę, co oznaczało wyrok śmierci. Hicks, będąc poddawany chemioterapii, skupił się na produkcji albumów „Arizona Bay” i „Rant in E Minor„, ale nie zrezygnował z występowania. Odtąd każde swoje show rozpoczynał zdaniem „This is my final live performance I’ll ever do… ever.”. Publika, czasem nieświadoma sytuacji, traktowała to jako jeden z żartów.

Płyta „Rant in E Minor”, została wydana dopiero trzy lata po śmierci Hicksa, jest zbiorem jednych z najbardziej szczerych i mrocznych tekstów komika, które przeplatane są muzyką skomponowaną przez niego samego. Stanowi ona swego rodzaju, nowatorskie, jeśli chodzi o produkcję, podsumowanie całej kariery.

W lutym roku 1994 świat obiegła wiadomość o śmierci artysty. Ostatnie słowa, które wypowiedział to: „I left in love, in laughter, and in truth and wherever truth, love and laughter abide, I am there in spirit.”.

Ciekawostką, o której warto wspomnieć, jest, że kultowy zespół Tool złożył tragicznie zmarłemu komikowi hołd na płycie „Ænima”, gdzie wykorzystano fragmenty jego monologów, a utwór „Ænema” zainspirowany jest jedną z wypowiedzi Hicksa na temat Los Angeles, które opisuje jako centrum wszelkiego zepsucia, dla którego jedynym ratunkiem jest zapadnięcie się pod ziemię i zalanie oceaniczną wodą.

Dla zaciekawionych tematem, polecam film dokumentalny „American: The Bill Hicks Story„.

Popular this week

Kult remixów, czyli nowe brzmienie starych hitów

Ostatnie lata w muzyce to niekończący się trend na remiksowanie utworów sprzed kilku dekad....

Nie żyje Sean Tate, artysta detroit techno znany jako The Butcher. Miał 55 lat

Detroicki DJ i producent przez ponad trzy dekady współtworzył undergroundową scenę miasta — od wczesnej współpracy z Terrence’em Parkerem po własną wytwórnię i platformy społecznościowe.

Leśny – Bardziej cele niż marzenia

Producenci muzyczni to kopalnia wiedzy, jeśli chodzi o cały etap tworzenia utworów, czy poznawania...

ZEROZERO – Chcemy, aby ludzie wiedzieli, że przyszłość jest już dziś.

Mając okazję spotkać ich przez te wszystkie lata wzlotów, z ich selekcją, która rezonuje...

Adnable & shhron – rozumiemy się bez słów

Z praktycznie nieograniczoną energią wjeżdżają na każdą scenę rozrywając soundsystem i publikę na strzępy....

420 – globalny kod

Z pewnością jest o czym mówić, gdy mówimy o magicznym kodzie 420, ale skąd...

Muzyka w erze technologii i streamingu

Rynek muzyczny od lat bardzo podatny jest na wpływ technologii, ale także zmieniającego się...

Arne – Różnorodność to klucz do wolności

Pierwszy w życiu stworzony utwór i od razu hit. Jak mówi dobrze znana wszystkim...

BeMelo – Finezja nie bierze się ze sztywnych reguł

Ma wiele hitów na koncie, nie ogranicza się do jednego stylu, a przy robieniu...

Ecdysis: 2033

12.12.2026, Warszawa

HALLOWEEN W PAŁACU 2026

30.10.2026, Warszawa

FLUXUS pres. Blazej Malinowski

23.05.2026, Kraków
Most popular of all time